Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2017

Pierwsza chusta dla mamy XXL




Brawka tydzień temu skończyła roczek. Jeszcze samodzielnie nie chodzi, więc na spacerach nadal jest uzależniona od nas. Nosimy ją w chuście :) Wózek stoi w pomieszczeniu gospodarczym i się kurzy, korzystamy z niego może raz, czy dwa na miesiąc. Chusta to dla nas rozwiązanie idealne. Nie martwię się, czy dziecię me zmarznie, bo noszę je pod swoją kurtką i grzejemy się od siebie wzajemnie. Mieszkam na wsi, mam psa, z którym lubię chodzić na spacery po łąkach i polach. Myślicie, że z wózkiem byłoby to możliwe, albo łatwe? Chusta daje mi tę swobodę. Dzięki niej mogę też spokojnie ugotować obiad, gdy Dobrusia w nosie ma swoje zabawki i z uporem maniaka domaga się bliskości mamy, a powrót Chłopa z pracy już bliski.
Niecały rok temu nie wiedziałam o chustach praktycznie nic. W sumie to Chłop wymyślił, że będziemy Brawkę chustować, a ja na to wspaniałomyślnie przystanęłam. Wybór pierwszej chusty to było jak wędrówka głuchego we mgle, milion opcji, a wiedza zerowa. Sprawę komplikował fakt, że jestem raczej niestandardowych gabarytów (noszę rozmiar 52) i bałam się, że wszystko będzie na mnie za małe. Efektem tego był zakup chusty, która oczywiście była na mnie za długa i jej ogony sięgały mi do kostek. Jeśli i ty jesteś mamą XXL, i zdecydowałaś się na zakup swojej pierwszej chusty do noszenia dziecka, to poniższe wskazówki są właśnie dla ciebie.

sobota, 13 sierpnia 2016

Historia mojego porodu: Narodziny Pawełka. Milicz.


Mam na imię Natalia, mam 19 lat, ponad pięć miesięcy temu na świat przyszedł mój pierwszy syn, Paweł. Rano 17-go lutego pojechałam do szpitala na kontrolne badanie i usłyszałam, że nie widać żadnych skurczów, a rozwarcie jest minimalne, na jeden palec. No to trudno, trochę zawiedzeni pojechaliśmy z mężem do sąsiedniego miasta na kawę i długi spacer, postanowiliśmy miło spędzić te ostatnie chwile tylko we dwoje. Zaczęłam plamić. Zadzwoniłam do lekarki, ale ta mówiła, że to normalne na tym etapie ciąży. Wieczorem wróciliśmy do domu, wykąpałam się i zaczęliśmy z mężem „wyganiać” Małego na świat, bo to był już drugi dzień po terminie z USG, a my już nie mogliśmy się go doczekać. Następnego dnia rano czułam się jak nowo narodzona, zjadłam pyszne śniadanie i poszliśmy z mężem na spacer po okolicy. Wracając pobolewał mnie brzuch, ale nie przejęłam się tym zbytnio, to normalne że pod koniec dziewiątego miesiąca ciąży chyba każda przyszła mama musi sobie na coś ponarzekać, w końcu taki duży brzuszek to spore obciążenie dla organizmu. Po obiedzie nadal byłam w pełni sił, więc zaprosiliśmy znajomych na kawę, a po odpoczynku ból brzucha minął, więc myślałam, że to jednak jeszcze nie to.  Po godzinie osiemnastej mąż wyszedł na chwilę do lekarza, ja zostałam sama w domu i zaczęłam czuć delikatne skurcze. Delikatne, ale częste i regularne, co 8 minut. Napisałam do Ł. SMS-a "Idę się kąpać, boli mnie brzuch. Kocham Cię." . Okazało się, że po prysznicu skurcze nie ustały, a wręcz nasiliły się. Teraz już wiedziałam, że to TO. Kiedy mąż wrócił do domu i zorientował się co się dzieje, kazał mi zjeść kolację, więc o dwudziestej jadłam jeszcze parówki  :)  Jego wysłałam do sklepu po napoje i czekoladę, miały się przydać na porodówce. Nauczona doświadczeniem, następnym razem będę miała plecak z wodą i przekązkami przyszykowany już zawczasu, razem z torbą do szpitala.  O 20.40 zadzwoniłam po mojego tatę, bo skurcze było już co 4 minuty. Finalnie w drogę do szpitala wyruszyliśmy o 21:00 (trochę to trwało, bo musiałam się sturlać na dół z drugiego piętra ;)

czwartek, 14 lipca 2016

5 rzeczy, którymi macierzyństwo mnie zaskoczyło




Kiedy tylko minął pierwszy szok po tym, jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zaczęłam zastanawiać się jak to będzie, gdy już na świecie pojawi się moje pierwsze dziecko. Nigdy wcześniej jakoś specjalnie nie interesowałam się tym, jak wygląda życie w modelu 2+1, dobrze mi było z moją niezależnością i małymi przyjemnościami, których sobie nie żałowałam, spontanicznymi wypadami do kina i astronomicznymi kwotami, jakie wydawałam na hurtowe ilości książek, które swoją drogą w większości do tej pory czekają na moment, kiedy w końcu je przeczytam. Moje wyobrażenia o macierzyństwie w dużej mierze opierały się na tym, co zobaczyłam w telewizji (ach, te piękne różowe bobasy w reklamach mleka i pieluch!) i co wyczytałam w kolorowych gazetkach dla przyszłych mam. A tutaj klops, pojawienie się na świecie Brawki nauczyło mnie kilku zaskakujących rzeczy, o których wcześniej nawet bym nie pomyślała.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Historia mojego porodu: Narodziny Dobrawki. Wrocławski Brochów.

Jak ten czas szybko leci, dzisiaj Dobrawka kończy pięć miesięcy. Kawałek lata za nami, cała wiosna i końcówka zimy, a mi wydaje się, jakbym to wczoraj była na porodówce. Może dlatego, że takich emocji szybko się nie zapomina? W końcu na własnej skórze przekonałam się, jak to naprawdę jest i jak ma się rzeczywistość do moich wyobrażeń. Jak każda kobieta w ciąży (szczególnie pierwszej) bałam się porodu, bałam się bólu i tego, że nie będę umiała zapanować nad własnym ciałem, bałam się komplikacji. Ponieważ należę do ludzi, którzy uważają, że strach bierze się głównie z niewiedzy, szukałam informacji o tym, jak naprawdę wygląda poród w polskich szpitalach. Niestety, ku mojemu zdziwieniu, tym razem internet nie obfitował w tego typu relacje, poza oklepanymi stwierdzeniami pokroju "zapomnisz o całym bólu, gdy tylko zobaczysz swoje dziecko". Wspaniale by było móc przeczytać prawdziwe historie, które mówią o czymś więcej, o tym jak jest naprawdę, o tym, że czasami jest pięknie, ale zdarza się też, że nie wszystko idzie po naszej myśli, a fizjologia to siła z którą nie sposób wygrać. Jak to wyglądało u Ciebie, opowiesz? Bo u mnie było tak...

wtorek, 5 lipca 2016

Matka czyta: Pokój Emmy Donoghue

Dla pięcioletniego Jacka Pokój jest całym światem. To tu się urodził, to tu bawi się i uczy ze swoją mamą. Na noc mama układa go do snu bezpiecznie w szafie na wypadek, gdyby przyszedł Stary Nick. Dla Jacka Pokój jest domem, dla jego Mamy więzieniem, w którym została zamknięta przed siedmioma laty. Dzięki ogromnej determinacji, pomysłowości i bezgranicznej matczynej miłości udało jej się stworzyć dla synka namiastkę normalności. Niestety ciekawość chłopca rośnie z wiekiem i Mama zdaje sobie sprawę, że Pokój nie wystarczy mu na długo… 
Porywająca historia o matce i synu oraz ich miłości pozwalającej przetrwać to, czego przetrwać niepodobna. To powieść przejmująca, chwytająca za serce, poruszająca najczulsze struny naszej wrażliwości. 

Tak powieść promuje wydawca. A jak jest naprawdę?

niedziela, 3 lipca 2016

Narodziny mamy




W czwartek, 11-tego lutego 2016 roku o 2:30 w nocy obudził mnie silny ból brzucha, byłam wtedy w 39-tym tygodniu swojej pierwszej ciąży. Ból minął po jakiejś minucie, więc zamknęłam oczy z zamiarem dalszego spania, wszak to jedno z moich ulubionych zajęć ;) Po czterdziestu minutach ból znowu mnie wybudził, tym razem lampka zapaliła mi się w głowie i zaczęłam się zastanawiać, czy to już TO? W ciemnej sypialni, z szeroko otwartymi oczami, czekałam na kolejny skurcz. Pojawił się po dwudziestu minutach. Od tego momentu wszystko zaczęło nabierać tempa. MeNża obudziłam o 6:00 słowami "Kochanie, bardzo Cię przepraszam, ale chyba sobie dzisiaj nie pośpisz, rodzę". Wzięłam prysznic, do torby dorzuciłam kapcie i szczoteczkę do zębów, zjadłam kanapkę i przed ósmą wyruszyliśmy w drogę do szpitala, ostatni raz w dwupaku z Dobrusią. O 14:25 na świecie pojawiła się nasza córeczka, a wraz z nią narodziła się nowa ja - mama.