Zabawne jest to, że jedną z pierwszych rzeczy, o której chcę opowiedzieć, jest ciasto które
pierwszy raz upiekłam jakiś miesiąc temu, a później okazało się tak
smaczne, że jeszcze kilka jego blaszek puściłam w świat, do ludzi z
moich okolic i tym samym zarobiłam (tak!) trochę pieniążków na przysłowiowe waciki. Kto wie,
może moim dodatkowym zajęciem na macierzyńskim będzie kariera małego
cukiernika? ;)
Wracając do samego ciacha. Jest pyszne, zaskakuje efektownym wyglądem
i jest tak proste, i szybkie w wykonaniu, że poradzi sobie z nim nawet
mama kilkumiesięcznego brzdąca (mamy, wy wiecie o czym ja mówię). Sekret
tkwi w… szpinaku!
