Wiesz, że spece od marketingu podskakują radośnie do
góry, gdy tylko dowiedzą się, że oczekujesz na narodziny, szczególnie
pierwszego, dziecka? Dobrze wiedzą, że wydasz absolutnie każde pieniądze, aby
było mu komfortowo, wygodnie i pięknie jak w bajce (trochę o tzw. pieluszkowym
zapaleniu mózgu wspominam tutaj). I będą starali się udowodnić, że nie uda ci
się osiągnąć tego stanu, bez tych wszystkich pierdół, które wyrzucisz do kosza
od razu po tym, gdy na własnej skórze (a raczej skórze dziecka) zorientujesz
się, że nadają się tylko do tego, aby zbierać kurz, oraz zagracać i tak
kurczącą się niemiłosiernie po porodzie przestrzeń. Im jestem starsza i
bogatsza o pewne doświadczenia, przekonuję się raz za razem, że mniej znaczy
więcej, i naprawdę, daję sobie rękę uciąć, w kwestii wyprawki dla noworodka ta
zasada także się sprawdza. Zdaję sobie sprawę, że skoro upatrzyłaś sobie tę
piękną podusię do łóżeczka i zestaw czterech startowych butelek do karmienia w
promocyjnej cenie, to pewnie i tak je kupisz, w końcu często pierwszy raz w
życiu, pod pretekstem wicia najlepszego gniazda dla swojego maleństwa, jesteś
usprawiedliwiona z wydawania tych astronomicznych, nieograniczonych kwot, i co najlepsze
nikt nie zarzuci ci, że wydałaś je na
głupoty. Gwarantuję, kac moralny przyjdzie później, za jakieś kilka miesięcy,
kiedy już twoje maleństwo będzie na świecie. Jeśli wolałabyś go jednak uniknąć,
skreśl z wyprawkowej listy zakupów przynajmniej poniższe rzeczy.
